
24 kwietnia 2005r odbył się rajd nad jezioro przywidzkie
Na spotkanie przybyło 16 osób w tym nasz jedyny rodzynek Asia inne dziewczyny widocznie się wystraszyły ciężkiego terenu, i chyba miały rację, bo trasa rzeczywiście była bardzo ciężką i z tego też powodu nie wszyscy ukończyli ten rajd razem z nami. (dojechało do końca 10 osób)
Byli tacy, którzy zdecydowali się wracać szosą, bo po prostu zabrakło im sił. Wcale im się nie dziwię, bo tu trzeba było mieć końskiej siły, aby to pokonać tą fatalną drogę. Ta dziesiątka, która dojechała do końca to była silna grupa.
Na szczególną uwagę zasługuje nasza koleżanka Asia, ta dziewczyna ma tyle pary w nogach, że nie jeden chłopak jej nie dorówna. Prawie nigdy nie zostawała w tyle ciągle była w czołówce. Asiu naprawdę zasługujesz na najwyższe słowa uznania. Ja bardzo długo jeżdżę na rowerze i jeszcze nie miałem w swojej grupie tak silnej dziewczyny. Moje gratulacje!!! Tym razem nie obyło się bez awarii.
Jednego kolegę wyeliminowała poważna awaria roweru….musiał zawrócić (pękła opona wzdłuż felgi), drugiemu natomiast nastąpiło mechaniczne uszkodzenie hamulca tarczowego, bez którego już jechał do końca trasy. A Marek męczył się z linką do tylnej przerzutki, ciągle miał z nią problemy, i w końcu zrezygnował z dalszej jazdy z nami….wrócił szosą. Więcej awarii nie było.
Mnie natomiast dawały się we znaki skurcze mięśni uda. A jeszcze przed tem wpadłem w błoto po kostki, co widać na zdjęciu. Czasami trudno było ominąć te bagna, bo inaczej to nazwać nie można. Czarny i zielony szlak, którym jechaliśmy był momentami bardzo ciężki, zdarzyło się iść na piechotę z rowerem na ramieniu.
Wybierając tę trasę wiedziałem, że czarny jest trudnym szlakiem, ale nie wiedziałem, aby szlak zielony był czasami nie do przebycia.
Przejechaliśmy 90km w czasie 7 godz. Ten długi czas niech nikogo nie dziwi, ponieważ dość często zmuszeni byliśmy przedzierać na pieszo przez krzaki i błota.
Do domu dojechałem o godz. 20.00, nie ukrywam, że dopiero w domu odczułem zmęczenie. Dlatego też o 21.00 był capszczyk!!!, ale w poniedziałek wstałem o 6.00
Refleksje:
Trudno to nazwać odpoczynkiem, ale było wesoło….trasa nam trochę się wydłużyła na wskutek pomylenia trasy a i przygód było trochę. Uważam, że (to jest moje zdanie) rajd był mimo trudów można zaliczyć do udanych.
Wnioski:
Wiem, że na pewno muszę dokupić drugi koszyk na bidon (zabrakło picia a sklepów nie było). Przy wydłużonych trasach jeden bidon za mało.
Organizator: Mieczysław Butkiewicz
Foto: Mieczysław Butkiewicz & Tomek (flash) Canon A60
e-mail: mbut@wp.pl
asfalt=brak
dystans=100
kondycja=normalna
trud=niski
profil=normalny
m=Otomin
m=Kolbudy
m=Przywidz
szlak=czarny
szlak=zielony
atrakcja=jezioro
typ=rowerowy

Byłem do Łapina i zawróciłem